piątek, 24 października 2008

Eine Frau in Berlin



Od wczoraj w niemieckich kinach film w reżyserii Maxa Färberböcka "Anonyma: Eine Frau in Berlin". Ważna książka, ważny film, polsko-niemiecka koprodukcja i zdjęcia, częściowo kręcone w Legnicy. Film powstał na podstawie słynnych pamiętników Niemki Marty Hillers, która opisała drastyczną sytuację niemieckich kobiet, w której znalazły się one w momencie wkroczenia żołnierzy Armii Radzieckiej do Berlina w 1945r. Książka obfituje w opisy gwałtów i przemocy dokonywanej przez radzieckich żołnierzy.

Pamiętam wrażenie, jakie zrobiła na mnie ta książka a raczej opis ówczesnych wydarzeń. Jak obiektywnie komentuje wielu przeciwników entuzjazmu wobec książki i filmu takie wydarzenia miały miejsce w wielu państwach w Europie w trakcie wojny w zależności od bilansu siły. To co jest jednak najbardziej istotne w książce to analiza drastycznego mechanizmu wojennego przejawiającego się w wymierzaniu kary wrogim żołnierzom przez gwałty dokonywane na ich kobietach.

Strasznie jestem ciekawa bo trailer zapowiada produkcję w hollywoodzkim stylu z romansem w tle. Niektórzy niemieccy krytycy też tak twierdzą, zarzucając reżyserowi spłaszczenie tematu. A temat do sfilmowania jest strasznie trudny, bo nie ujmując nikomu zdolności nie jest to kolejny "Pianista". No ale jak wiadomo kino rządzi się swoimi prawami...

Vakantietijd kindertijd

Kolejna okazja do zabawy i edukacji. Z okazji pierwszych w holenderskim roku szkolnym ferii (system: częściej i krócej) oraz trwających warsztatów filmowych zorganizowałam wyjście do rotterdamskiego Photomuseum, które to podobnie jak inne placówki w czasie ferii organizuje specjalne aktywności dla dzieci.

Jak wiadomo młodsi odbiorcy sztuki lubią interaktywnie, więc największe zainteresowanie na wystawie Martina Coppensa - holenderskiego fotografa zyskały stojące pośrodku Mac-I pokazujące proces zabezpieczania i przygotowywania zdjęć do wystawy. Ciekawe, bo dzieciaki wtedy dopiero koncentrowały się na szczegółach zdjęć (które w tym samym czasie wisiały spokojnie obok) kiedy mogły zrobić to za pomocą komputerowej "lupki":) zbliżyć, oddalić...

Dalsze ożywienie miało miejsce w kąciku interaktywny, w którym to przede wszystkim można było przejrzeć bogate zbiory muzeum - fotograficzne i filmowe. Dzieci w Holandii często grają w grę pt. kto, z kim, co i gdzie ? (czyli dzielą się na 4 grupy i każda wymyśla jedną odpowiedź z czego powstaje całe, zazwyczaj względnie śmieszne zdanie typu: Królowa Beatrix razem ze św. Mikołajem grają w ping-ponga pod wodą. Coś w tym stylu.
W każdym bądź razie Photomuseum też wykorzystało tą formułę i za pomocą czterech paneli pozwala oglądającym wybrać autora zdjęć, rok, miejsce i fotografowany obiekt. Wygląda to trochę jak mostek kapitański w filmie Star Trek:)

Na sam koniec organizowana specjalnie dla dzieci interaktywna (Interactieve kinderrondleiding) zabawa w poszukiwanie zdjęć. Osoba prowadząca wprowadzała dzieci w tematykę wystawy opowiadając o życiu Coppensa i obszarze jego fotograficznych zainteresowań. Następnie w przygotowanych specjalnie kufrach, torebkach i plecakach dzieci odnajdywały przedmiot - wskazówkę potrzebną do odnalezienia zdjęć, łącznie z lupką i opisem - zagadką. Po kilku rundkach poszukiwań podsumowanie zabawy na przykładzie odnalezionych zdjęć i interesująca opowieść o fotografii działająca na wyobraźnię dzieci narracją związaną z danym zdjęciem. Opowieść o metaforach, skojarzeniach wizualnych, o żabiej i ptasiej perspektywie, o zmianach, które pojawiają się na negatywach (dzieci mówią na takie zdjęcia "brudne":) oraz o różnych fotosztuczkach.
Najciekawsze, że ta zabawa toczyła się w języku nl-eng-pl, przy okazji Pani dowiedziała się kim jest Baba Jaga i Smok Wawelski:) kolejny dowód na prostotę rozwiązań. Wszystko po stronie chęci...

Escher in het Palais

Odwiedziny w kolejnym inspirującym miejscu. Po zajęciach w polskiej szkole w Hadze postanowiłam szybko podążyć w kierunku haskiej mekki turystycznej, a mianowicie Muzeum Eschera. Jak wiadomo sama analiza grafik M.C.Eschera (wydano o jego pracach wiele książek łącznie z albumami, z których jeden został opracowany przez wydawnictwo TASCHEN, oficjalna strona Fundacji Eschera: http://www.mcescher.com/) pochłania olbrzymią porcję czasu, a tu jeszcze na dodatek ostatnie piętro muzeum mieści małe edukatorium, dla wszystkich którzy chcą się zmierzyć z iluzjami optycznymi.

Z większością prac Eschera trzeba powalczyć, ponieważ specyfika jego grafik to często iluzje i nierealne kształty tudzież konstrukcje, tak więc oprócz zwykłej percepcji za wszelką cenę chce się odtworzyć sposób powstawania dzieł i to co działo się w wyobraźni M.C. w trakcie ich powstawania. Jego prace, poprzez niezgodność z prawami fizyki czy percepcji zawsze były obiektem badań nie tylko dla historyków sztuki, ale także dla matematyków (ze swoimi grafikami gościł na Kongresie Matematyki w Amsterdamie) i psychologów, zwłaszcza w kontekście iluzji optycznych i tzw. figur niemożliwych.

Jest co oglądać - oryginalne drzeworyty, litografie, narzędzia, którymi posługiwał się Escher, korespondencje, artykuły donoszące o jego wystawach, zdjęcia z licznych podroży, z czasów międzywojennych, w których Escher wraz ze swoją żoną mieszkał i tworzył we Włoszech (okres bardziej realistycznych prac), filmy i szereg eksperymentów pokazujących co było dla M.C. źródłem inspiracji.

Ja osobiście najbardziej lubię cykl "Metamorfozy", w których Echer pokazuje w sposób skrajny plastyczność kształtów, bezpośrednie zestawienia odrębnych światów, które jak się okazuje wbrew naturze obiektów mają ze sobą wiele wspólnego, począwszy od geometrycznej formy. Jeden element przechodzi w drugi, rzeczy nie mające prawa współistnienia istnieją blisko.

W edukatorium (jak wiadomo nl muzea muszą być edukacyjne i multimedialne - to jest plus bo świadczy o dostosowaniu do odbiorców ale czasem te proporcje ulegają zachwianiu) na specjalnych ekranach zostały umieszczone przestrzenne grafiki Eschera, za pomocą małej dźwigni można przysłaniać różne części tej pracy co pokazuje etapy jej powstawania.
Skąd to wszystko brało się w jego głowie? Jak sam Escher podobno powiedział: "I don't grow up. In me is the small child of my early days", ale czy to tylko dziecięca wyobraźnia:)
Oprócz ekranów zabawa z lustrami, kontekstem wizualnym, liniami, krzywym pokojem Amesa (który zresztą był wykorzystywany jako technika filmowa, tak aby poradzić sobie z różnicą wielkości bohaterów, np. w 1971 roku w filmie Mela Suarta na podstawie powieści Ronalda Dahla "Charlie i Fabryka Czekolady", a także w filmie "Władca Pierścieni", gdzie pokój Amesa w kilku wersjach pomógł uzyskać efekt różnicy wzrostu między hobbitami i Gandalfem).

Akcent audiowizualny w edukatorium Eschera to oczywiście słynny fragment z filmu fantasy "Labirynt" z 1986r z Jennifer Connely i Davidem Bowie jako Królem Goblinów:), w którym zamek króla a raczej jego konstrukcja została zainspirowana grafikami Eschera: "Dom schodów" czy "Współzależność".

dla wszystkich mp4-lubnych fragment poniżej, a przy okazji nieco sentymentu kina lat 80tych:)
słynna białostocka osobowość filmu byłaby dumna - wszystkie drogi prowadzą do kina...


piątek, 3 października 2008

Wioska medialna - wersja holenderska





Kilka dni zajęło mi dojście do siebie po wycieczce do Media Park w Hilversum, w którym znajduje się Beeld en Geluid - edukatorium medialne oraz archiwa materiałów audiowizualnych (raptem cztery piętra poniżej parteru). Ostatni dzień września i taka niespodzianka, zobaczyłam dokładnie to co wioską medialną można zdefiniować - aczkolwiek termin "wioska" absolutnie nie pasuje do tego kolorowego monstrum. Wyszłam przed 21, byłam ostatnim zwiedzającym, z grymasem na twarzy charakterystycznym dla dziecka, którego na siłę zabiera się z placu zabaw.

Dałabym sobie dredy uciąć, że nie ma osoby, która w tym miejscu mogłaby się nudzić.
Edukatorium jest podzielone na kilka poziomów:
4 piętra poniżej parteru to archiwa,
natomiast powyżej: Zoom Safari (pierwszy poziom, na którym najmłodsze dzieci m.in. zapoznają się ze sposobem kręcenia filmów przyrodniczych, oglądają sprzęt używany do tego celu, mogą sami zmontować krótki film przyrodniczy (np. pościg zwierząt), mogą pobawić się w lektora filmu przyrodniczego ("jadąc" jeepem na tle filmu i opowiadając o napotykanych zwierzętach),
Experience, Theater 1 en 2, Studio BENG (pracownia multimedialno - komputerowa, w której grupy poznają sekrety i kłamstwa filmowej produkcji).
Jednak gwóźdź programu i główne pole do działań to platforma Experience - z jednej strony ekspozycje sprzętu, kamer, paneli telewizyjnych i radiowych, eksponatów ze słynnych filmów, bajek, strojów znanych postaci filmowych, storyboardów, modeli do animacji, z drugiej strony kącik "Be like a star" - możliwość zapoznania się z archiwalnymi materiałami holenderskich seriali, quizów, talk showów (swoją drogą kupa śmiechu) - a potem zrobienia sobie zdjęcia z wirtualnymi prowadzącymi, odegrania roli w dialogu w słynnym serialu, można także poczuć się jak gwiazda wchodząc do studia przy intensywnych oklaskach publiczności i chmurze wyprodukowanego dymu.
Mnie rzecz jasna najbardziej zafascynował sektor filmowy, zaczyna się niewinnie - mały korytarzyk, a tam stół do robienia animacji, stół do montażu, pokoik z przedmiotami do wytwarzania różnych dźwięków w filmie, dodawanie dźwięku do obrazu, wirtualna podroż rowerem! w przestworzach, makieta pokoju, w którym steruje się kamerami i światłem, do tego studio telewizyjne zaaranżowane w wystroju na jakiś popularny nl serial - dzieci bawią się kamerami, sterują głosem lub na chwile stają się prezenterami telewizyjnymi i czytają wiadomości,
oczywiście jest także radio i możliwość pobawienia się radiowym stołem realizacyjnym,
osobny obszar poświęcony reklamie społecznej, polityce i manipulacji w mediach,

Przy wejściu na teren Beeld en Geluid dostajesz pierścień z chipem, który skanujesz przy większości ekspozycji i aktywności - masz wirtualnego przewodnika (moim był Rembrandt:), który oprowadza cię po poszczególnych sektorach,
z kolei jeśli wykonujesz jakąś pracę - montujesz film, modyfikujesz fotografie, twoje dzieła są nagrywane i na końcu zwiedzania możesz sobie je oglądnąć na medialounge...

Bardzo istotne jest udostępnienie dla zwiedzających bogatych archiwów pochodzących z holenderskiej telewizji i radia - bajek, filmów, seriali,
edukatorium łączy w sobie wszystko to co angażując uwagę - niesamowitą ilość materiałów audiowizualnych, wystawy, praktykę realizacyjną i kącik gwiazdy filmowej - to co dzieci lubią najbardziej,
instytucja ta prowadzi oczywiście działalność edukacyjną - oprócz wycieczek po Beel en Geluid, udostępnia archiwalne materiały on-line np do pracy w szkole na lekcjach, w ten sam sposób uczniowie mogą korzystać ze studia BENG
więcej nie trzeba opisywać, pozostaje zobaczyć,
marzy mi się coś takiego w Polsce - oczywiście skala zjawiska jest ogromna, sam projekt podobno był ostro krytykowany w Holandii z uwagi na koszty (źródło informacji: Pak), ale jakie obrazy pozostają w głowach po takiej wycieczce...

czwartek, 2 października 2008

The Fox and the Child...

To był właśnie jeden z takich filmów, w których z każdego kadru można zrobić zdjęcie...francuska produkcja, zrealizowana fantastycznie,
wolny rytm absolutnie nie zanudził dzieci, które zabrałam na seans, a równolegle wszystkie podstawowe zasady operatorskie przedstawione na warsztatach filmowych zostały zweryfikowane w praktyce,
precyzja w konstrukcji kadru nie pozwalała oderwać oczu - pomijając kreację lisa, który aktorów miał ponoć kilku
wzorcowy materiał warsztatowy dla dzieciaków - niebanalny, przejrzysty i angażujący...

TodaysArt 2008

Wyobraź sobie, że wysiadasz z pociągu na stacji - oczekujesz holenderskiego ładu, klarownego systemu informacji, przyjaznej ekipy, która poinformuje Cię w chwili wahania skąd odjeżdża pociąg a tymczasem... wysiadasz i zaczynają docierać do Ciebie jakby znajome ale nieco głośniejsze i bardziej natrętne dźwięki, dziwnie przyglądasz się ludziom, którzy z bezprzewodowymi mikrofonami okupują pociągi i perony w poszukiwaniu dworcowego hałasu, przekazywanego następnie do stanowiska kilku Panów zaopatrzonych w komputery wiadomej marki, którzy po jego przetworzeniu koncertują w najlepsze i robią z tego całkiem przyjemną i rytmiczną muzykę - tak zaczął się festiwal TodaysArt w Hadze (26-27 wrzesień) i był to dopiero początek atrakcji.
W większości muzycznych ale podobnie jak w zeszłym roku nie zabrakło kilku medialnych perełek,
w Bibliotece pojawiły się interaktywne instalacje, które skutecznie wciągały całkiem sporą grupę odbiorców w zabawę  m.in. ciekawy akcent o wartości terapeutycznej, być może skuteczny jeśli ktoś boi się małych stworzeń, robaczków, pajączków itd,
a więc cała zabawa polegała na położeniu się na grubym materacu, nad głową widoczny był ekran z pląsającymi, zielonymi, wirtualnymi robaczkami, efekt jest taki, że patrząc w górę widzimy siebie i przykrywającą nas całkiem sporą grupę insektów, jedyny ratunek to wykonywanie jakichkolwiek ruchów, które powodują, że "zrzucamy" je z siebie, ale oczywiście one bardzo szybko wracają a więc wzrasta całkiem klaustrofobiczne wrażenie małej opresji:)
Inna atrakcja to platforma, po której poruszali się ludzie, reagująca dźwiękiem (częstotliwością i intensywnością) na ruch, sposób poruszania się - najlepsze efekty osiągali ci, którzy kładli się szybko na ziemię, lub zmiennym ruchem przebiegali po platformie (projekt: Interactive Playground),
Wszystkie atrakcje i tak zostały przebite przez pomysł na "zegar" pokazujący godzinę na placu festiwalowym Spuiplein - na ekranie wyświetlano film, pokazujący cztery duże cyfry zbudowane z drewnianych bali, co minutę przychodziła kolejna ekipa i zmieniała cyfrę (demontując lub dodając jakieś drewienko:)

atrakcyjniejsza, bo obraz zawsze atrakcyjniejszy, relacja: http://www.flickr.com/search/?q=todaysart+2008+

czwartek, 25 września 2008

Po klapsie :)

Najbardziej podoba mi się moment, kiedy dzieciaki widzą kamerę i sceptycznie na nią spoglądają, jeszcze nie wiedzą co je czeka ale już nie chcą się w to bawić:) Potem słuchają o planach filmowych, osi montażowej, rodzajach kompozycji, o operatorskich a właściwie fotograficznych świętościach typu zasada 2/3 no i zaczyna się...a potem jest już tylko: niech Pani pokaże jak się nagrało:)
dzieciaki pobawiły się w sobotę a ja wczoraj w muzeum Boijmans van Beuningen w Rotterdamie, gdzie aktualnie znajduje się wystawa Yayoi Kusamy - wystawa średnia: nadmiar luster, oczu, światełek i kul (ja bym ją nazwała wyimaginowana publiczność:), ale oprócz ekspozycji 3 kamery do dyspozycji, a więc można hasać i filmować, a potem filmiki z wystawy muzeum umieszcza na stronie do wglądu...
http://www.boijmans.nl/en/

wtorek, 23 września 2008

TOO MANY IDEAS TO HANDLE...



W tak oto spektakularny sposób:) organizatorzy zachwalają nowatorstwo i bogactwo rozpoczynającej się już jutro w Amsterdamie międzynarodowej konferencji PICNIC 2008. Organizowana po raz trzeci - z udziałem artystów, medioznawców, naczelnych projektantów firm typu Philips czy Nokia, innowatorów, naukowców, socjologów, panów z MIT i europejskich szefów Google - połączenie innowacyjnego przepływu myśli z praktycznym zastosowaniem...wykłady, warsztaty, laboratoria kreatywne, e-arts,
konferencja z gatunku takich, po której pomysły i idee przekładają się na duże pieniądze,
warto być choć wstęp to jedyne...1245 eu:)

piątek, 19 września 2008

Digital Playground



Jak wspominałam wcześniej jedną z podstawowych działalności Digital Playground (http://www.digital-playground.nl/) jest organizowanie filmowych warsztatów dla młodzieży.
Przeglądając ich stronę zauważyłam, że realizują także projekt pt. City Commercials we współpracy z Narodowym Instytutem Architektury w Rotterdamie, promujący miejskie obiekty architektoniczne jako tło do zaprojektowania plakatu reklamowego,
powyżej próbka z pogranicza, na którą pierwszym odruchem było etyczno-estetyczne zdziwienie...

poniedziałek, 15 września 2008

Poolse school

Pierwsze zajęcia w Niderlandzko-Polskim Centrum...zajęcia w dwujęzycznej grupie dzieci są dość specyficzne, nigdy nie wiesz jakiego kodu się spodziewać...
po pierwsze dzieci, które słabiej mówią po polsku mówią w ten sposób, że jak nigdy nie zastanawiałam się jak ludzie odbierają moje pomyłki w języku obcym to teraz już wiem:)
Poza tym w trakcie zajęć jak ktoś nie rozumie po polsku to szybko przechodzi na niderlandzki i wszystko jasne, na dodatek w najstarszej grupie w użytku jest jeszcze angielski i młodzieżowy slang:)
Uczniowie są bardzo czujni - wychwytują najmniejsze potknięcia językowe - w obu językach i nawzajem zwracają sobie uwagę,
po pracy z młodzieżą tzw. "trudną" czuć różnicę...te dzieciaki mają nieco inne nastawienie i sposób organizacji własnego czasu - zawody, konkursy, zajęcia dodatkowe - nie znoszą się nudzić i nic nie robić...
Przy okazji zajęć wizyta w filharmonii w Rotterdamie - która na otwarcie kolejnego sezonu zorganizowała Kindermuziekweek, w trakcie których dzieciaki próbują grać na różnych instrumentach, uczą się układów tanecznych na warsztatach otwartych albo np. idą na spektakl o planecie, na której nie ma muzyki bo wszystkie nuty zostały wciągnięte... przez wielki odkurzacz...subtelne torowanie:)
zła wiadomość: dzieciaki rzadko chodzą do kina bo bilety są drogie,
a więc pora zacząć warsztaty filmowe...

czwartek, 11 września 2008

How does it work in Holland...

Czyli jak się robi filmowe warsztaty dla młodzieży po holendersku...metodologia prawie ta sama, ale od realizacji są określone instytucje i w związku z tym większe pieniądze...i podstawowe założenie: ma być prosto, przyjemnie i twórczo.
W ramach europejskiego projektu Alter Ego (http://www.alterego-europe.eu/pl) w Fundacji Nowhere w Amsterdamie ( http://www.nowherefoundation.org/ )zorganizowano warsztaty dla młodzieży (14-18 lat), których efektem miały być prace konkursowe do projektu. Głównym zadaniem projektu było zaprezentowanie swojego kulturowego alter ego - własnej tożsamości zanurzonej w innej kulturze. Konkurs kończy się za kilka dni.
Filmowe warsztaty prowadziła sympatyczna ekipa z Rotterdamu, która jak się okazało organizuje takie zajęcia na co dzień dla zainteresowanych szkół w swojej siedzibie w kinie Cinerama, albo też wyrusza w trasę np. po festiwalach filmowych ucząc młodych ludzi jak robić filmy.
Instruktorzy z "PLAYGROUND" jeżdżą z aparatami cyfrowymi i laptopami, pracują na prostym programie do montażu MAGIX. Porządek jest następujący: najpierw uczestnicy kręcą filmiki o sobie, potem zgrywają materiał, przez samouczka zapoznają się z programem i montują - tyle pracy na cały dzień warsztatów,
Grupa instruktorska pracuje zgodnie z własnym psychologicznymi kontekstem - warsztaty filmowe funkcjonują jako sposób na zapoznanie młodych ludzi z ich własną osobowością, sprawdzenie siebie po obu stronach kamery, dokonanie autorefleksji za pomocą filmu.
Choć co do zrealizowania założeń programu Alter Ego można mieć pewne wątpliwości to pomysł na filmowe warsztaty wydaje się bardzo prosty i osiągalny w normalnych warunkach...bez szczególnych wymagań sprzętowych,
I rzecz wspólna: po materiałach konkursowych widać, że to co młodzi ludzie uniwersalnie najbardziej lubią w montażu to dodawać efekty specjalne i weselne przejścia:)

środa, 20 sierpnia 2008

Takie rzeczy tylko w Czechach...


















Powrót z rowerowej eskapady w Czechach, a w związku z tym dużo filmowo-animowanych wspomnień z czasów dzieciństwa i nie tylko. I tak np. sięgając do czeskiego absurdu... Podczas zjazdu już po zmroku z najwyżej położonej w rejonie opawskim wsi Moravice w kierunku Opavy przejeżdża się przez Otice - odruchowe a być może spowodowane mrocznym klimatem miejsca szybkie skojarzenie ze słynnym filmowym "Otikiem":)
Kto pamięta? Prawdziwie surrealistyczny film Jana Svankmajera z 2000r opowiadający o ociosanku:) czyli kawałku ociosanego korzenia, który pod wpływem niezrealizowanej miłości rodzicielskiej przyjmuje ludzkie cechy i jako szybko rozwijające się niemowle po krótkim czasie zaczyna żywić się zwierzęcym mięsem tudzież sąsiadami rodziców...
Oprócz wyobraźni reżysera interesująca jest w filmie technika przedstawiania postaci, ponieważ Svankmajer łączy animację z techniką fabularną.
Swoją drogą "Otik" jest idealnym wkładem do dyskusji o wiarygodności wizualnej. Dwie kontrastowe, rażące w odbiorze techniki, które dodają wiarygodności Otikowi jako "ludzkiej" postaci. Bądź co bądź, w przypadku animacji wykonanej zgodnie z najnowszymi technikami cyfrowymi nie byłoby tego efektu...mały wkład w edukację medialną - jak niewiarygodny obraz uwiarygadnia postać:)

Drugie ważne wspomnienie to efekt odwiedzin pewnego sklepu w Brnie, w którym oprócz Krtka, Wodnika Szuwarka ulubieni bohaterowie: Żwirek i Muchomorek, ci panowie już nie tak surrealistyczni jak Otik ale zawsze pozostawali dla mnie conajmniej dwuznaczni...

sobota, 2 sierpnia 2008

Dwa brzegi

Dzisiaj zaczął się festiwal filmowy w Kazimierzu - co prawda w klasyfikacji za wrocławskimi Nowymi Horyzontami ( jedyny i niepowtarzalny) co nie zmienia faktu, że jest co oglądać i przez sam fakt, że cały lipiec spędziłam w tym miejscu ucząc i ucząc się od grupy filmowych zapaleńców chętnie bym tam wróciła..
Ale nie o tym, bo przeglądając program ważna rzecz wpadła mi w oko - koncepcja na warsztaty filmowe na festiwalu - jeśli ktoś tylko ma ochotę uczestniczyć wybiera sobie w trakcie trwania takiego warsztatu kogoś lub coś, czyimi oczyma ogląda Kazimierz - może to być cokolwiek, niekoniecznie człowiek. Uczestnik warsztatu ma zaproponować montażyście 10 ujęć, które będą stanowić esencję tego spojrzenia, ostatnie ujawnia kim był bohater...
Fantastyczne ćwiczenie montażowe i scenariuszowe i ile w tym psychologii...
Każdy powinien spróbować jeśli chce poćwiczyć intuicję społeczną - zrobić kilka zdjęć - miejsc, ludzi, rzeczy - wszystko z jednego subiekta i potem opisać autora, tudzież "oko" :)

piątek, 1 sierpnia 2008

Pierwsza myśl



Medialna wioska - ja widzę to tak:
na początku skromna manufaktura:) za pomocą prostych urządzeń produkcja mediów wszelakich, nacisk na praktykę i interakcję, dzieci przychodzą, zwiedzają, słuchają krótkiego instruktażu, potem same tworzą - filmy, muzykę, gry - uczą się interaktywnie,
aby zrobić film potrzeba niewiele - kamera, mikser dźwięku, mikrofon, tyczka i kręcimy, jedni etiudy, inni reklamę, jeszcze inni dokument i tu jest miejsce na edukacyjną niszę - realizacja dokumentów pod tezę i sprawdzenie w praktyce na czym polega manipulacja w tego typu produkcjach, no i na sam koniec montaż...

to moje pierwsze marzenie - szeroko zakrojona edukacja filmowa z psychologią, która cały czas depcze jej po piętach:)
1) sztuka operatorska + percepcja, uwaga
2) tworzenie scenariuszy + psychologia wyobraźni
3) dokument/propaganda, reklama + manipulacja w mediach
4) casting + autoprezentacja
5) montaż + kategoria wizualnej wiarygodności
wszystko da się pogodzić i wszystko da się zrobić za pomocą filmu,
możliwości są nieograniczone, a sztuczny podział obowiązujący w ramach psychologii doskonale uspójni się w obrębie filmu,

Zatem w pierwszej kolejności nauka tworzenia mediów, w drugiej - aby wiedza nie poszła na marne każdy z odbiorców projektu może wziąść udział w programie, który za pomocą nowych mediów uczy jakiegoś przedmiotu szkolnego (np. matematyki, historii, sztuki) - tak jak wyglądają np projekty Waag Society http://www.waag.org/domain/education

Póki co manufaktura pozostaje na poziomie marzeń, aczkolwiek pojawiają się coraz to ciekawsze edukacyjne przedsięwzięcia tkj. chociażby Interaktywne Przedszkole dla Dzieci, które zostało zainicjowane we Wrocławiu w Centrum Sztuki Wro (aktualnie wystawa w Gdańsku) bo o nim mowa - dzieci uczą się o fakturze, kolorze, animacji będąc w tym od środka - i o to chodzi - polisensorycznie, aktywnie i twórczo http://www.wrocenter.pl/pl/node/14
pomysł moim zdaniem fantastyczny, doskonałe wykorzystanie nowych mediów do celów edukacyjnych, (tutaj sztuka) wystawa ale o jakże wielkim edukacyjnym potencjalne z wykorzystaniem autorskich interfejsów i programów...ziarnko do ziarnka

środa, 30 lipca 2008

Rzecz o zmysłach...

Wychodząc naprzeciw wypowiedzi prof. Siemienieckiego, która padła 11 czerwca na zorganizowanym przez KRRiTV "Forum Edukacji Medialnej", a z której wynika, iż jeśli chodzi o edukację medialną w Polsce nie powinniśmy (my? - edukatorzy, informatycy, bibliotekarze?) wzorować się na zagranicznych programach tylko przystosować ją do naszego, tradycyjnego systemu edukacyjnego, podtrzymuję tezę, że pojęcie edukacji medialnej staje się krzywdzące dla pierwotnej idei rozwijania medialnych kompetencji odbiorców (od razu przypomina mi się pierwsza lekcja informatyki i ustne tłumaczenie nauczyciela różnicy pomiędzy pojedynczym a podwójnym kliknięciem myszki...)
Inne pojęcie: media wisdom brzmi z kolei dumnie ale niesie ze sobą bagaż zdobytych w tym obszarze doświadczeń i tylko w takich krajach jak Holandia można sobie pozwolić na jego używanie, bo długi czas wdrażania programów edukacyjnych z użyciem nowych mediów zrobił swoje...
Myśląc o przyszłości trzeba zacząć dyskutować o medialnym zmyśle, który będzie działał automatycznie w percepcji medialnych przekazów, a będzie działał dlatego, że wzrosną kompetencję medialne odbiorców bynajmniej nie z powodu przekonania, że agresywne treści w telewizji wpływają na wzrost negatywnych zachowań u dzieci, ale dlatego iż widzowie poznają reguły, zasady, które stosuje się przy produkcji mediów i sami będą wiedzieli jak tworzyć przekaz...na tym powinna edukacja medialna polegać
Mediolokacja będzie zatem o kształtowaniu medialnego zmysłu, o robieniu filmów, o medialnej wiosce, która póki co w głowie, o fantastycznych interaktywnych projektach edukacyjnych, które gdzie niegdzie w Polsce już się pojawiają, o filmowych pasjach i zmontowanych pomysłach na udoskonalenie medialnego zmysłu, który pomoże omijać przeszkody i pułapki...