piątek, 30 stycznia 2009

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Ruszamy:)

Trochę czasu to zajęło...
Adaptacja metod, wprowadzenie ich na polskie warunki, nowe koncepcje...
Solidna porcja kliknięć i spotkań z ludźmi o niesamowitej energii, otwartych na nowatorskie pomysły...
Czas spędzony przed komputerem...bezcenny, bo oto zaczynamy działać w duchu edukacji medialnej na polskim gruncie praktycznym:)

Pierwszy innowacyjny projekt - warsztaty dla młodzieży wprowadzające ideę rozwoju multisensorycznego z towarzyszeniem mediów i zaplecza (wystawa: Autochromy Tadeusza Rzący), które stwarza idealne warunki do pracy na wyobraźni rusza już 16 lutego w trakcie małopolskich ferii w Muzeum Historii Fotografii w Krakowie:)
Szczegóły:

Nowe warsztaty interaktywne dla dzieci i młodzieży z wystawą w tle.

Współczesną młodzież określają specyficzne medialne ramy. Młodzi ludzie nie wyobrażają sobie życia przed pojawieniem się telefonów komórkowych, a tym bardziej funkcjonowania bez nich.
Są także często przekonani, że przed fotografią cyfrową była... cyfra.
Dzieci wzrastają w mediach, tworzą je, używają w mniej lub bardziej kontrolowany czy kreatywny sposób – co do tego nikt nie ma wątpliwości. Podstawowa sprawa to nie piętnować tego sposobu, tylko wykorzystać media do edukacyjnej pracy z dziećmi, po to by rozwinąć ich wyobraźnię, by przygotować ich na świadome korzystanie z mediów. Ze strony autorytetów naukowych padają często argumenty, że media, a zwłaszcza gry komputerowe ogłupiają dzieci, nie stymulując ich wyobraźni, co więcej przyczyniają się do wzrastającej wśród młodzieży agresji. Pomija się natomiast fakt, że gracze czy osoby dorastające w środowisku internetowym często dysponują lepszą koordynacją ręka–oko, lepszą wzrokową pamięcią krótkotrwałą, mają szersze pole uwagi, łatwiej podejmują decyzję oceniając kilka opcji jednocześnie. Tego typu umiejętności zdecydowanie przekładają się na rozwój szkolny, sportowy czy muzyczny.
Podobnie poprzez warsztat fotografii i filmu można zmierzyć się z hasłami typu: Media kłamią, stymulując dzieci do dostrzegania różnych warstw rzeczywistości, rozwijając ich myślenie metaforyczne, krytycyzm, a jednocześnie autorefleksję. Dostrzeganie swoich mocnych i słabych stron przez pryzmat mediów, przez stworzenie swojej obrazowej autobiografii to jedna z metod, które stosuje się w pracy z młodzieżą, stojącą przed wyborem zawodu, preferencji życiowych.

Media zapewniają dzieciom natychmiastowy feedback – czyli gratyfikację. Między innymi ta cecha czyni je tak bardzo atrakcyjnymi. Zatem najlepszą metodą edukacyjną jest wykorzystanie medialnego systemu motywacyjnego w refleksji nad samym sobą i otaczającą rzeczywistością. Takie standardy pracy z młodzieżą z sukcesem funkcjonują już w wielu państwach. Posiłkując się holenderskimi metodami pracy z dziećmi, stymulującymi ich rozwój poznawczy na wielu poziomach, w trakcie ferii zimowych Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie organizuje warsztaty wprowadzające w system edukacyjny koncepcję multisensoryczności rozwoju przez media.
Odbędą się one w otoczeniu wystawy Autochromów Tadeusza Rzący.

Po raz pierwszy w Krakowie dzieci i młodzież w wieku 9-17 lat będzie miała okazję uczestniczyć w tego typu zajęciach - interaktywnych, twórczych i rozwojowych.

Zapraszamy wszystkich chętnych, którzy dbają o rozwój swoich zmysłów!

Terminy warsztatów:
poniedziałki i wtorki 16 i 17 oraz 23 i 24 lutego 2009
w godzinach od 9:00 do 13:00 (z przerwami) dla młodzieży 9 – 13 lat
oraz od 15:00 do 19:00 (z przerwami) dla młodzieży 14 – 17 lat

Warsztaty prowadzi: Jolanta Pisarek

Zgłoszenia indywidualne lub grupowe (maks. do 10 osób) można zgłaszać do 10 lutego 2009
- od poniedziałku do piątku w godz. 9.00 - 15.00 - pod numerem telefonu: 012 634-59-32

Informacji udziela Dział Oświatowy, Wystaw i Promocji MHF
pod numerem 012 634-59-32 wew. 34 i 28
e-mail: marek.lomnicki@mhf.krakow.pl katarzyna.kudlacz@mhf.krakow.pl

To dopiero początek, rozmowy trwają cały czas, kolejne wieści wkrótce...

sobota, 24 stycznia 2009

CineKid

Trudno nie napisać o jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym festiwalu filmowym, który aktualnie trwa: International Film Festiwal po raz 38-y w Rotterdamie od 21 stycznia, a na nim coraz więcej polskich akcentów. W tym roku obsypane nagrodami 33 sceny z życia Małgorzaty Szumowskiej - to może być zaskoczenie dla holenderskiej widowni bo film nie o polskiej prowincji. Dodatkowo przegląd filmów Jerzego Skolimowskiego - jest i Ferdydurke są i Cztery noce z Anną:)
Ważnym aspektem tego festiwalu jest oczywiście sekcja dla młodych widzów, początkujących filmowców, w której Digital Playground, czyli ekipa od filmowych warsztatów z młodzieżą w Holandii, jak zwykle aktywnie działa. W tym roku prowadzą warsztaty krótkich form filmowych dla dzieci i młodzieży, z których 29-go stycznia na tzw. jongerenavond czyli gali młodych zostanie wybranych 10 najlepszych filmów. Te produkcje równolegle z innymi propozycjami festiwalowym będą walczyć o Junior Tiger Award 2009, nagrodę przyznawaną przez podobnie młodociane jak sami autorzy jury.

Przy okazji chciałabym wspomnieć o innej, bardzo ważnej holenderskiej inicjatywie - fundacji, która równolegle prowadzi liczne działania dla dzieci związane z kinem i edukacją medialną. Mowa tu o CineKid, której aktywności są współfinansowane przez europejski program Media. Najważniejsza inicjatywa fundacji to festiwal filmowy dla dzieci w wieku 4-14. Odbywa się w październiku w Amsterdamie, specjalnie w pierwszej jesiennej przerwie w nauce. Proponuje szeroki przekrój produkcji dla dzieci: filmy fabularne, dokumentalne, animacje, interaktywne instalacje, gry i warsztaty. Dodatkowo fundacja w ciągu całego roku organizuje liczne seminaria, konferencje, na których spotykają się specjaliści z zakresu edukacji medialnej dzieci. Kolejna rzecz to Cinekid studio czyli wirtualna platforma z różnymi narzędziami, którymi dzieci mogą pobawić się w media. I warsztaty, zarówno dla uczniów jak i nauczycieli, na których pierwsza grupa zainteresowanych uczy się jak tworzyć media, a druga jak tego uczyć za pomocą specjalnych programów. A więc wszystko w jednym, wyczerpujący pakiet edukacyjny.
Istotna sprawa to warsztaty dla nauczycieli, które w łagodny sposób mogą przekonywać tą grupę do stosowania mediów na lekcjach. W Holandii myślę nie stanowi to większego problemu, ale w Polsce jest to pierwszy krok do oswojenia nauczycielskiego grona z tego typu narzędziami i pokazanie jak ułatwiają proces edukacyjny, a wtórnie jak poprawiają kontakt z samym uczniem.

piątek, 16 stycznia 2009

Catharsis na kryzys

Tam gdzie rośnie społeczna frustracja tam zjawia się Michael Moore ze swoimi "dokumentami" i funduje ludziom "oczyszczenie" a sobie kilka miesięcy uwagi + ewentualne nagrody filmowe. Kilka dni temu na jednym z portali przeczytałam, że Mr Fahrenheit w przyszłym roku bierze temat światowego kryzysu ekonomicznego pod lupę. Widocznie temat stał się już wystarczająco filmowy, poza tym trwa i trwać będzie...
Moore przyjrzy się z bliska roli Ameryki w jego wywołaniu. Można założyć, że pojawi się tu spora porcja zamanipulowanych informacji. Najbardziej podobał mi się komentarze jednego z internetów: "Kiedy M. Moore nakręci film o zagładzie dinozaurów. Pewnie okazało by się, ze dinozaury wyginęły przez Busha" :)
Jedna olbrzymia korzyść może być z tego filmu...kolejny idealny materiał do analizy manipulacyjnych sztuczek, a to bardzo cenne z edukacyjnego punktu widzenia, nauka medialnego oddzielania prawdy od fikcji w pigułce:)

niedziela, 11 stycznia 2009

Games Atelier

Pozostając w temacie gier, edukacyjnych przede wszystkim - kolejny do pozazdroszczenia tudzież czerpania wzorców projekt z Waag Society w Amsterdamie. Tym razem przeznaczony dla młodzieży licealnej - uczniowie mają okazję projektować i tworzyć mobilne gry używając do tego celu m.in. Gps-ów, telefonów komórkowych czy innych aplikacji internetowych.
Pierwsza gra ruszyła w marcu 2008r, a więc projekt już trwa. Od sierpnia Games Atelier jest dostępne dla wszystkich licealnych szkół.
Ale co istotne - na stronie Waag Society dostępna jest w całości, podobnie jak projektowane gry udostępniane w ramach Open Source, praca magisterska, autorstwa Kristen Veelo opisująca projekt Games Atelier - 145 stron o projekcie, w którym najważniejszą rolę odgrywa środowisko uczących się.
Gry powstają w efekcie współpracy uczniów z nauczycielami i są adekwatne do potrzeb danej szkoły czy klasy. Waag Society wychodzi w ten sposób naprzeciw lokalnym edukacyjnym potrzebom konkretnych szkół, angażując samych zainteresowanych.
Wszystko po to aby wzmocnić edukacyjne efekty, ponieważ jak wiadomo większość gier odbiorców ma uniwersalnych.
Gry uwzględniają wszelkie kryteria tzw. cognitive glue, czyli czynniki motywujące swoich odbiorców do ich używania: rozwijają wyobraźnię, stymulują ciekawość poznawczą i nie brakuje w nich wyzwań.
Duży nacisk jak to w Holandii przystało został położony na aspekt społeczny, jaki niosą ze sobą gry, czyli kolektywne granie i budowanie w ten sposób więzi społecznych.

Kolejnym etapem projektu jest narodowy konkurs, który ruszył z początkiem listopada 2008 i przeznaczony jest dla szkół funkcjonujących w ramach Games Atelier.
Uczniowie biorą udział w konkursie na najlepszą grę mobilną - konkurs trwa do 13 lutego 2009. Stety bądź niestety tylko holenderskie szkoły mogą pochwalić się swoimi projektami i ich edukacyjnym sukcesem.

niedziela, 4 stycznia 2009

Train Your Brain in Minutes a Day

Wpływ gier video na wzrost zdolności percepcyjnych graczy to częsty problem badawczy. Po pierwsze - dbanie o permanentną stymulację mózgu i wykorzystywanie jego zdolności jest tematem modnym i pożądanym, a po drugie gry video jako środek ulepszania sfery poznawczej są idealne do tego celu a mianowicie - są atrakcyjne i angażujące.
Na podstawie badań (m.in. Boot, Kramer, Simons, Fabiani, Gratton 2008) wiemy, że gracze "eksperci" (termin trudny bo w zależności od rodzaju gry stajesz się nim szybciej lub później) są w stanie śledzić obiekty poruszające się z szybką prędkością, osiągają lepsze wyniki w testach krótkotrwałej pamięci wzrokowej, szybciej przechodzą z zadania do zadania, szybciej i dokładniej podejmują decyzję o zrotowanych obiektach (np. z której strony dopasować jeden element do drugiego). Wnioski dotyczą oddziaływania różnego rodzaju gier: akcji, strategicznych czy np. osławionej gry Tetris. Nie ma wątpliwości co do tego, że gry podwyższają pewnego rodzaju percepcyjne czy uwagowe zdolności, choć niektórzy wyciągają z tego bardzo szybkie wnioski i uogólnienia, nie mówiąc już o tej grupie, która w grach widzi samo zło. Kwestia już nie tak całkiem świeża ale ciekawa. Może ktoś pamięta: Nintendo opracowało program Big Brain Academy, grę zapewniającą trening i poprawę w funkcjonowaniu w ramach pięciu obszarów: myślenia, liczenia, zapamiętywania, analizy oraz rozpoznawania, i kontynuację dla osób dorosłych Brain Age oraz kolejną wersję Big Brain 2. Zestaw zadań, które przez atrakcyjną formę mają na celu poprawić pewne poznawcze umiejętności. Stan badań na ten moment pokazuje, że tego typu zabawki wydają się trochę przedwczesne jeśli chodzi o ich skuteczność, co nie zmienia faktu, że to doskonały środek zbierający sporo zagadek i stymulujących zadań w jednej zabawce, atrakcyjnej szczególnie dla milusińskich - przy okazji nadmiaru PlayStation w szkołach godny podmiany:)

sobota, 3 stycznia 2009

Odkurzanie Muzeum...

Kolejne pozytywne zaskoczenie, tym większe, że dotyczy instytucji, której nie zawsze po drodze było się zmieniać. Po nowej identyfikacji wizualnej i "Pierwszym kroku w stronę zachodniej kolekcji sztuki współczesnej" (którą zresztą można wirtualnie odwiedzić) w Muzeum Narodowym w Krakowie pojawiła się sekcja Edukacja.
Stoi za tym oczywiście grupa entuzjastów, na co dzień dzielnie zmagająca się z administracją muzeum, mimo to działająca coraz prężniej...
Warsztaty dla dzieci i młodzieży, które podobnie jak wydawane dla dzieci książeczki - przewodniki po sztuce polskiej, mają za zadanie przybliżyć sztukę młodemu odbiorcy i popularyzować rodzinne wycieczki do muzeum. Oprócz tego interaktywne gry i konkursy na stronie internetowej (widać, że rozkręca się powoli ale konsekwentnie i z zacięciem). Może to moje złudzenie ale faktycznie całkiem sporo dzieci z rodzicami na wystawach, poza tym zmiany są widoczne... w holu Muzeum stoi mały "kiosk" sztuki przeznaczony specjalnie dla dzieci - kontakt z kolorem, fakturą (ot taka podprogowa "edukacja":).
Szczególnie cieszy oferta warsztatów: "Nowe przygody z wiedzą", prowadzonych przez Muzeum Narodowe we współpracy z Muzeum Etnograficznym oraz Kinem Imax w Krakowie, na których uczniowie otrzymają specjalne zeszyty ćwiczeń. Doskonale pamiętam ten tryb pracy w Boymans Muzeum w Rotterdamie, gdzie wycieczki szkolne zaopatrzone w odpowiednie zeszyty wyszukiwały i opisywały obrazy. Dzieciaki realizowały konkretne zadania, jednocześnie dokładnie analizując zbiory Muzeum. Wiadomo, że forma edukacji jest przysłowiową marchewką na kiju ale moim zdaniem inaczej nie zadziała i nie zmobilizuje tej części młodzieży, która sztuką nie interesuje się sama z siebie...

wtorek, 23 grudnia 2008

Z Kevinem lub bez...

Na czas podsumowań, życzeń i podziękowań

Ciepłych Świąt wszystkim oglądającym, pomagającym, dopingującym

Z życzeniami dalszej współpracy

Świątecznych chwil bez telewizora, komputera, Ipoda :)

czwartek, 18 grudnia 2008

Pod tablicą w kolejce stać będziesz...

I powoli coś się zmienia... Wczoraj na trasie Kraków - Katowice (oj tak - wracamy do kraju i zaczynamy działać po holendersku - szczegóły wkrótce:) czytam o tym co na lepsze, a mianowicie o tarnowskim projekcie wprowadzania tablic multimedialnych do szkół, na początku do podstawowej, ale w planach są też gimnazja i licea. Projekt rusza już po feriach zimowych.
Najbardziej cieszy mnie zaangażowanie tamtejszych nauczycieli i fakt, że przed projektem nauczycielka matematyki przeprowadziła wywiad z uczniami na temat ich komputerowych preferencji, tak aby uczynić program nauczania matematyki jak najbardziej atrakcyjnym z punktu widzenia użycia tablic (wychodzimy poza schemat reprezentacyjności "pomocy naukowych" w szkołach).
Wszystko przy wsparciu Colina Rose, angielskiego eksperta w dziedzinie nowatorskich metod edukacji, który przy okazji szkoleń z nauczycielami dokonał spektakularnego zepsucia po Gombrowiczowsku tradycyjnej tablicy (swoją drogą na cele medialne wybrano chyba najbardziej wysłużoną tablicę w szkole). Miejmy nadzieję, że na demolce się nie skończy a wszyscy będą wiedzieli jak używać multimedialnych wersji bo do tradycyjnych nie będzie już powrotu.
To jest fantastyczne urządzenie - potwierdzam. Pierwszy kontakt miałam oczywiście w holenderskiej szkole. Cały czas towarzyszyło mi poczucie, że dzieci zdecydowanie nie wiedzą jak wyglądają tradycyjne tablice, a przynajmniej ci uczniowie rozpoczynający edukację.
Każde z dzieci w swojej klasie miało osobiste konto na komputerze, na którym gromadzono wyniki z poszczególnych sprawdzianów, które funkcjonowały bardziej na zasadach gry edukacyjnej. Komputery, projektor i tablica były skonfigurowane, a dzięki temu informacje gotowe do natychmiastowej prezentacji i modyfikacji.

Co zyskują uczniowie i nauczyciele na tablicach multimedialnych?
Po pierwsze: MOTYWACJA !!! Tablica przestaje się kojarzyć dzieciakom z jakąś karą zgodnie z zagrożeniem wzywanie do tablicy (myślę, że zadziała tu paradoks i wszyscy będą chcieli pójść do tablicy),
Po drugie: na niej można ćwiczyć i z nią się bawić, tablica reaguje i koncentruje uwagę
Po trzecie: automatycznie po materiale nauczyciela można zwizualizować zagadnienie, nie uciekają informacje, a dzieci mogą utrwalać materiał polisensorycznie przez własną aktywność a nie szybkie zapisywanie tego co na tablicy - bo nauczyciel zmaże (przez co połowa informacji zazwyczaj się traci).
Dla nauczycieli to koniec zarzutów o to, że przedmiot czy lekcje są nudne,
możliwość zwizualizowania trudnych zagadnień, chociażby z geometrii czy fizyki, szybsze przyswajanie informacji przez uczniów, wzrost motywacji do nauki.

Tarnów jest pierwszym miastem, które wprowadza do szkół tablice multimedialne - zobaczymy jakie będą efekty. Na początku zostaną one wykorzystane do nauczania przedmiotów ścisłych, języków obcych i nauczania początkowego, po przystosowaniu programu - języka polskiego i historii. Podobno w kolejce czeka Gdańsk.
Jeśli takie rzeczy pomału wchodzą w życie to warto zawczasu zorganizować konferencję na temat adaptacji programowych do tablic multimedialnych i to niekoniecznie tylko dla tych szkół, które nimi dysponują lub mają to w planie, bo pomysły i doświadczenia przydadzą się zawsze i użyźnią teren.

środa, 10 grudnia 2008

A century of educational movies



Kiedyś na zajęciach edukacyjnych z użyciem filmu, które prowadziłam (warsztaty o tematyce proekologicznej) 10-letni chłopiec po jego obejrzeniu stwierdził, że film był wizualnie niewiarygodny (on wytknął konkretne błędy a ja to podsumowałam) i, że generalnie to trudno zrobić dobry film edukacyjny i zazwyczaj się to nie udaje.
Coś w tym jest. Ja ze szkoły zapamiętałam tylko lekką uczniowską kpinę z filmów edukacyjnych (zwłaszcza tych dotyczących profilaktyki związanej z używkami - jakby zupełnie z innej epoki), ale może to wyjątek.
Temat filmów edukacyjnych wraca apropos festiwalu Een eeuw onderwijsfilm, który aktualnie w National Education Museum w Rotterdamie. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o holenderską telewizję czy (w mniejszym stopniu) kino kicz ściele się gęsto. Jednak do filmów edukacyjnych w Holandii podchodzi się z fantastycznym wyczuciem. Być może to kontynuacja generalnej polityki dbania o rozwój dzieci.
Może ktoś zapamiętał dobry film edukacyjny ze szkoły i zechce się wspomnieniem podzielić?
Pytanie co musi zawierać film, żeby wciągnął dzieci. Siła nie leży w efektach specjalnych, a raczej w rytmie filmu i doskonałym wyważeniu długości ujęć pomiędzy kolejnymi atrakcjami i w wiarygodności wizualnej - młodsi widzą więcej i ostrzej.
Pozostaje jeszcze kwestia, czy warto konstruować filmy edukacyjne, czy nie lepiej wykorzystywać filmy fabularne, które w odbiorze dzieci czy młodzieży są bardziej naturalne (nad tym właśnie zastanawiano się kiedy "Requiem dla snu" miał wejść do szkół..ostatecznie nie wyszło)...

poniedziałek, 24 listopada 2008

Horen en zien, part II

Po zeszłotygodniowym warsztacie o dźwiękach przyszła kolej na obrazy. Nie było łatwo. Warsztat nie dotyczył obrazów danych nam bezpośrednio, ale obrazów w wyobraźni, fantazji, śladów pamięciowych. Dzieci nie miały problemu z powrotem do tematyki dźwięków. Natomiast pytanie o obrazy, których nie mamy przed oczyma wywołało sporą konsternację. W końcu doszli do konkluzji choć najbardziej aktywny Michael twierdził, że najwięcej i tak widzi się sercem:)
Po wstępie teoretycznym krótka zabawa z dzieciakami - ustawianie ochotników w pary, przyglądanie się sobie nawzajem, po czym odwrócenie się do siebie plecami i próba opisania tego co ma na sobie druga osoba (czyli popularne ćwiczenie warsztatowe z dziećmi tym razem wykorzystane w innym kontekście). Potem krótka historia czytana przez Panią prowadzącą (o ślimaku, który zaprasza słonia bojącego się burzy do swojej skorupki!). Kilka pytań o to, jak dzieci widzą tę historię, jak wyglądają bohaterowie itd. czyli skoncentrowanie uwagi na szczegółach. Przelewanie obrazu na papier - dzieci rysują historię, po czym Pani kategoryzuje prace pod względem podobnie przedstawionych elementów. Następnie pokazuje im oryginalne rysunki ilustratora bajki a na końcu bajkę - animację. Animacja krótka, ale bardzo dobrze sprofilowana pod dzieci - rytmiczna, z dużym poczuciem humoru, konsekwentna graficznie i bez efektów specjalnych. Podsumowanie warsztatu dotyczy różnych wersji rysunku tego samego tekstu, a więc różnego postrzegania tej samej rzeczywistości. Co ciekawe w trakcie trwania warsztatu pani wychowawczyni zamiast np. uzupełniać dziennik umieszcza materiały z poprzedniej części warsztatu wraz ze zdjęciami na stronie internetowej szkoły...

niedziela, 23 listopada 2008

Zwarte Piet



Media Education Foundation prezentuje kolejny film dokumentalny, tym razem na temat komercjalizacji dzieciństwa. Zagadnienie nie nowe, funkcjonujące równolegle z rozwojem mediów, ale w okolicach mikołajkowo-swiątecznych zdecydowanie przybiera na sile.
Tydzień temu wzmożona liczba dzieci poprzebieranych w dziwny strój, przypominający ubranie pazia, pojawiła się na ulicach. Okazało się że postać, za którą przebierały się dzieci to Zwarte Piet, czyli Czarny Piotruś - pomocnik Mikołaja, który tydzień temu przybył na swoim koniu do Rotterdamu (w Holandii Mikołaj przypływa łodzią a potem przesiada się na konia!). Zamknięto pół miasta, a podróż Sinterklaasa po Holandii śledziły media pokazując relacje ze spotkań z dziećmi na wielkich telebimach na dworcach kolejowych i w galeriach handlowych. Szaleństwo trwa aż do 5 grudnia, a w każdym sklepie z witryny spogląda Czarny Piotruś...
Znajoma, która pracuje jako pedagog opowiedziała mi historię o wyprawie z dziećmi do kina. Film o tematyce świątecznej, całe kino dzieci, i nagle dziewczynka w filmie kradnie Mikołajowi konia, a wiec dostarczenie prezentów zostaje zagrożone. W kinie wybuch spazmów, płacz i krzyk. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby dziewczynka lub jej sobowtór pojawił się na terenie kina...

wtorek, 18 listopada 2008

Geluiden aan Bataafs school

Wejście do jaskini smoka czyli pierwsza konfrontacja z holenderską szkołą - przyjazna, multimedialna. Zwłaszcza atrakcyjne są tablice interaktywne połączone z komputerem i projektorem, żadnej kredy itd. Projekt dla dzieci 8,9,10 - letnich, dwa spotkania. Najpierw warsztat na temat dźwięku, za tydzień na temat obrazu. Krótko, zwięźle. Pani prowadząca - reżyserka filmowa, jak usłyszała, że jestem z Polski to przedstawiła mi krótką opowieść o swoim spotkaniu z Kieślowskim i o Hollyłodzi:)
Odwróciła telewizor i puściła film specjalnie zrobiony na tą okazję, tak aby dzieci mogły spisać wszystkie usłyszane przez siebie dźwięki, a było ich sporo. Wcześniej mała kategoryzacja - pięć grup dźwięków, które do nas dochodzą: muzyka, ludzie, zwierzęta i natura, przedmioty, wyrazy dźwiękonaśladowcze. I krótkie ćwiczenie na wydobywanie sygnałów z otoczenia, dwie minuty absolutnej ciszy w klasie, a następnie dyskusja o zarejestrowanych dźwiękach. Na podstawie dźwięków i dialogów, które dzieci usłyszały tworzą historię - kto, z kim, co się działo. Opowiadają wszystkim w klasie jaki jest ich pomysł na to co usłyszeli. Potem oglądają film jeszcze raz i w całości, śledzą narrację i konfrontują pomysły, które jak można było przewidzieć często odbiegały od tego co w filmie się działo. Podobało mi się to, że projekt zaczynał się warsztatem o dźwięku, bo w efekcie odwrócenia telewizora na twarzach dzieci pojawił się wyraźny grymas niezadowolenia:) Znów ktoś złamał schemat..

niedziela, 16 listopada 2008

Kolorowy świat...

No i udało się zorganizować wycieczkę. Tym razem z chęci zarażenia medialnym bakcylem zabrałam grupę dzieci do Beeld en Geluid na konfrontację z edukatorium. Wyszły z rumieńcami na twarzy. Cyfrowe dzieci kwiaty - doskonale tolerują tylko to co w kolorze. Patrzą inaczej. Widzą wyraźniej ale czy więcej? Zastanawiam się jak szybko i co dokładnie zmienia się w aparacie poznawczym na skutek wzrastania z obrazem, internetem i grami. Efekty zmian w zakresie standardów widzenia u dzieci przejawiają się np. w reakcji na tradycyjnie wywołaną fotografię komentarzem: "dlaczego to zdjęcie jest brudne?" Obraz musi być kolorowy, wyraźny, ostry bo taka jest rzeczywistość.
Lev Manowich w książce pt. "Język nowych mediów" pyta: Jaki jest wpływ interaktywności na wrażenie realności obrazu? Co jest bardziej istotne dla realizmu przedstawienia – wierne symulowanie praw fizyki i ludzkich motywacji czy poprawne oddanie wizualnych aspektów rzeczywistości?" Obserwując dzieciaki bez wahania odpowiadam, że to drugie. Obraz jest wiarygodny wówczas kiedy wizualne standardy są spełnione. Dlatego dzieci są w stanie dostrzegać bardzo subtelne różnice i niezgodności w obrazie, typu niekonsekwencja pomiędzy plastyką a grafiką filmu animowanego. Widzę to chociażby po montażu robionym przez dzieci. Znane i liczne są badania dotyczące wpływu gier video na zdolności poznawcze dzieci, w których wyniki pokazują zmiany w zakresie spostrzegania lokalizacji celu, śledzenia obiektów, wykrywania zmian obiektów, umysłowych rotacji obiektów i zdolności analitycznych.
Podobna sytuacja dotyczy chronologii wydarzeń w filmie. Dlaczego ludzie coraz łatwiej układają narrację prezentowaną niechronologicznie w przyczynowo-skutkowy ciąg zdarzeń? Bo analizują warstwami, bo każdy kolejny obraz to wariancja poprzedniego. Bo z obrazem można robić co się chce, bo można go modyfikować pod względem wielkości, koloru czy rozdzielczości i zapisywać kolejną wersję a zawartość i tak pozostaje taka sama. Także dlatego, że codziennie konfrontujemy się wielokrotnie z kilkoma ekranikami naraz, które pojawiają się na monitorze komputera.
Jeśli przekaz nie spełnia standardów wizualnych dzieci to nie będzie postrzegany jako wiarygodny, ciekawy, lecz błędny. Przyzwyczaiłam się do tego, że dzieci coraz mniej tolerują długie ujęcia, że szybko się nudzą, że uwielbiają efekty specjalne bo "coś" się wtedy dzieje, ale większość z tych zmian dotyczy zawartości czyli historii opowiadanej na ekranie. Trzeba zwrócić uwagę na to jak patrzy dziecko (Perception is a difference beetwen looking and seeing) i zaakceptować fakt, że widzi inaczej czyli widzi więcej. Pytanie czy widzi więcej patrząc aktywnie (interaktywnie) czy biernie? Czy używając narzędzi przeglądarek typu powiększ/zmniejsz jest bardziej spostrzegawcze na co dzień? Sprawczość i interaktywność - to odpowiedzi na pytanie o to co rodzi ciekawość poznawczą.

niedziela, 9 listopada 2008

Festiwalowy listopad

Dwa ważne festiwale w Amsterdamie, pierwszy bo polski, drugi bo cenny edukacyjnie...
Polska Animacja - De Wonderlijke Wereld van de Poolse Animatie w dniach 13-19 listopada. Kto jeszcze nie wie "Jak działa jamniczek?" to odwiedzając akurat Amsterdam może zamiast do oklepanej i znanej wszystkim dzielnicy podejść do najsłynniejszego podium w Amsterdamie czyli Melkeweg i skorzystać. Animacje największych polskich sław: Lenicy, Borowczyka, Kuci, Antonisza i na dodatek gość specjalny: Marcin Giżycki. Ja bym z chęcią poobserwowała reakcje publiczności bo bądź co bądź materiał kontekstowo trudny.

Druga filmowa uczta to International Documentary Film Festiwal w dniach 20-30 listopada. W program się nie wgryzam bo jest zbyt obszerny ale najważniejsza z punktu widzenia edukacji medialnej jest oczywiście edukacyjna strona festiwalu. Oprócz warsztatów dla początkujących filmowców - dzieci, młodzieży i studentów oraz filmowych talentów pojawiła się ciekawa rzecz Docschool , czyli interaktywna platforma dokumentalna do pracy z uczniami w trzech grupach wiekowych (to w ramach całorocznego projektu realizowanego w szkołach). Na platformie sporo materiałów o filmach dokumentalnych - teoria, fragmenty i analizy pięciu filmów a także linki i materiały dla nauczycieli, z którymi mogą oni pracować na lekcjach. Sam pomysł co najmniej warty przeanalizowania chociażby w kontekście wspomnianej ostatnio idei streetworkingu jako metody trafiania do dzieciaków i wyrabiania w nich pewnej wiedzy na temat mediów. To jest oczywiście projekt ściśle filmoedukacyjny, choć w analizowanych materiałach są np. "Zabawy z bronią" znanego reżysera M.M., na którego filmach spokojnie można uczyć się realizacyjnej manipulacji i krytycznego myślenia. Przy okazji warto podkreślić edukacyjne znaczenie dokumentu jeśli chodzi o rolę tego środka w wyrabianiu pewnego rodzaju krytycznego zmysłu w odbiorze rzeczywistości. Film dokumentalny to idealne narzędzie do tłumaczenia subtelnych różnic i kontrastów słowno-obrazowych, które często wykorzystuje TV. Zazwyczaj wielokontekstowy, pozwala tłumaczyć manipulację na szerszym gruncie odnosząc się od polityki czy reguł społecznych. Po słynnym nowohoryzontalym filmie Mortena Kaplersa "AFR" nie mam już co do tego żadnych wątpliwości, bo właśnie ten film po pierwsze powiedział mi coś więcej na temat kategorii: dokument kreacyjny, a po drugie zatarł granicę pomiędzy fikcją, rzeczywistością a przyzwoitością.

środa, 5 listopada 2008

Streetworking - metoda na edukację medialną?

Po kolejnym spotkaniu na ministerialnym szczycie i konferencji "Komunikowanie (się) w mediach elektronicznych...", która odbyła się w Warszawie w dniach 23-25 października na blogu Mirosława Filiciaka rozgorzała dyskusja na temat edukacji medialnej, której jak zgniłego jajka szkoły tknąć się nie chcą.
Ja na konferencji nie byłam z logistycznych względów, ale wnioski i dyskusje śledzę i nie mogę się powstrzymać od komentarza. Cała dyskusja medioznawców, naukowców, ludzi, którzy na co dzień angażują się w ożywienie EM w polskich szkołach koncentruje się na coraz bardziej widocznej postawie MEN, które to wypisuje się z konsekwentnego wprowadzenia tego przedmiotu do szkół. A to brakuje przeszkolonych nauczycieli (pomijając fakt, że jakkolwiek nauczyciele by się nie szkolili i tak uczniowie będą w sposób naturalny dużo bardziej od nich zaawansowani) a to godzin. Ogólnie rzecz biorąc klops. Jak wiadomo w polskich szkołach za dobrze się nie dzieje, autorytet nauczycielski spada, a więc EM mogła by być gwoździem do trumny w tym obszarze.

No ale nie ma co na siłę pchać się na salony głównym wejściem. Po dyskusji widać, że jest sporo ludzi, którzy próbują prywatnych inicjatyw. Na konferencji prof. Szkudlarek był tym, który odniósł się do potrzeby traktowania edukacji medialnej w kategoriach nieformalnych np. na zasadach proponowanego przez Grzegorza Stunżę internetowego streetworkingu. Ja się obawiam w tej metodzie tworzenia nowego, bezużytecznego portalu, który miałby za zadanie medialnie edukować z definicji, a więc trafiali by tu ludzie zainteresowani właściwie samą ideą EM. Ale np wykorzystanie naszej klasy? czy fotki.pl :) to już brzmi lepiej bo jest zgodne z ideą streetworkingu - trafianie do środowiska a nie próba wyciągania go do lepszego świata.

Z głosów płynących z konferencji wynika, że EM to dziwna dziedzina, której w pewien sposób spora grupa ludzi się boi i, którą się albo kocha albo uważa za zbędną (typowa kategoria współczesnego technicznego uwielbienia - kocha się póki nie będzie nowego modelu:) Tylko, że w przypadku EM nie ma co czekać na kolejne pomysły, bo dotychczasowych się nie realizuje, wciąż nie ma tam jeszcze podstaw w szkołach a dzieci w używaniu mediów są już na poziomie wysoce zaawansowanym.
Skąd ta obawa, czy problem wynika z szerokiej i niejasnej definicji edukacji medialnej?
Słyszałam już wielokrotnie opinie, że EM jest niepotrzebna bo to nic innego jak obcowanie z mediami, z którymi żyjemy na co dzień.

Streetworking dobrze zorganizowany wydaje się jednym z bardziej konstruktywnych rozwiązań w oczekiwaniu, że MEN obudzi się do działania i zweryfikuje lęki. Oby nie skończyło się na analizie zdjęć pod kątem profilu osobowościowego autorów np. na portalu nasza klasa:)
Warto się zastanowić, przez które portale i w jaki sposób myśli się o idei internetowego streetworkingu. Czy metodą streetworkerów, którzy będą musieli dotrzeć właściwie do wszystkich czy poprzez galerie i portale tematyczne i analizę materiałów, które ktoś w sieci ujawnia? Trudne ale czy niemożliwe?

piątek, 24 października 2008

Eine Frau in Berlin



Od wczoraj w niemieckich kinach film w reżyserii Maxa Färberböcka "Anonyma: Eine Frau in Berlin". Ważna książka, ważny film, polsko-niemiecka koprodukcja i zdjęcia, częściowo kręcone w Legnicy. Film powstał na podstawie słynnych pamiętników Niemki Marty Hillers, która opisała drastyczną sytuację niemieckich kobiet, w której znalazły się one w momencie wkroczenia żołnierzy Armii Radzieckiej do Berlina w 1945r. Książka obfituje w opisy gwałtów i przemocy dokonywanej przez radzieckich żołnierzy.

Pamiętam wrażenie, jakie zrobiła na mnie ta książka a raczej opis ówczesnych wydarzeń. Jak obiektywnie komentuje wielu przeciwników entuzjazmu wobec książki i filmu takie wydarzenia miały miejsce w wielu państwach w Europie w trakcie wojny w zależności od bilansu siły. To co jest jednak najbardziej istotne w książce to analiza drastycznego mechanizmu wojennego przejawiającego się w wymierzaniu kary wrogim żołnierzom przez gwałty dokonywane na ich kobietach.

Strasznie jestem ciekawa bo trailer zapowiada produkcję w hollywoodzkim stylu z romansem w tle. Niektórzy niemieccy krytycy też tak twierdzą, zarzucając reżyserowi spłaszczenie tematu. A temat do sfilmowania jest strasznie trudny, bo nie ujmując nikomu zdolności nie jest to kolejny "Pianista". No ale jak wiadomo kino rządzi się swoimi prawami...

Vakantietijd kindertijd

Kolejna okazja do zabawy i edukacji. Z okazji pierwszych w holenderskim roku szkolnym ferii (system: częściej i krócej) oraz trwających warsztatów filmowych zorganizowałam wyjście do rotterdamskiego Photomuseum, które to podobnie jak inne placówki w czasie ferii organizuje specjalne aktywności dla dzieci.

Jak wiadomo młodsi odbiorcy sztuki lubią interaktywnie, więc największe zainteresowanie na wystawie Martina Coppensa - holenderskiego fotografa zyskały stojące pośrodku Mac-I pokazujące proces zabezpieczania i przygotowywania zdjęć do wystawy. Ciekawe, bo dzieciaki wtedy dopiero koncentrowały się na szczegółach zdjęć (które w tym samym czasie wisiały spokojnie obok) kiedy mogły zrobić to za pomocą komputerowej "lupki":) zbliżyć, oddalić...

Dalsze ożywienie miało miejsce w kąciku interaktywny, w którym to przede wszystkim można było przejrzeć bogate zbiory muzeum - fotograficzne i filmowe. Dzieci w Holandii często grają w grę pt. kto, z kim, co i gdzie ? (czyli dzielą się na 4 grupy i każda wymyśla jedną odpowiedź z czego powstaje całe, zazwyczaj względnie śmieszne zdanie typu: Królowa Beatrix razem ze św. Mikołajem grają w ping-ponga pod wodą. Coś w tym stylu.
W każdym bądź razie Photomuseum też wykorzystało tą formułę i za pomocą czterech paneli pozwala oglądającym wybrać autora zdjęć, rok, miejsce i fotografowany obiekt. Wygląda to trochę jak mostek kapitański w filmie Star Trek:)

Na sam koniec organizowana specjalnie dla dzieci interaktywna (Interactieve kinderrondleiding) zabawa w poszukiwanie zdjęć. Osoba prowadząca wprowadzała dzieci w tematykę wystawy opowiadając o życiu Coppensa i obszarze jego fotograficznych zainteresowań. Następnie w przygotowanych specjalnie kufrach, torebkach i plecakach dzieci odnajdywały przedmiot - wskazówkę potrzebną do odnalezienia zdjęć, łącznie z lupką i opisem - zagadką. Po kilku rundkach poszukiwań podsumowanie zabawy na przykładzie odnalezionych zdjęć i interesująca opowieść o fotografii działająca na wyobraźnię dzieci narracją związaną z danym zdjęciem. Opowieść o metaforach, skojarzeniach wizualnych, o żabiej i ptasiej perspektywie, o zmianach, które pojawiają się na negatywach (dzieci mówią na takie zdjęcia "brudne":) oraz o różnych fotosztuczkach.
Najciekawsze, że ta zabawa toczyła się w języku nl-eng-pl, przy okazji Pani dowiedziała się kim jest Baba Jaga i Smok Wawelski:) kolejny dowód na prostotę rozwiązań. Wszystko po stronie chęci...

Escher in het Palais

Odwiedziny w kolejnym inspirującym miejscu. Po zajęciach w polskiej szkole w Hadze postanowiłam szybko podążyć w kierunku haskiej mekki turystycznej, a mianowicie Muzeum Eschera. Jak wiadomo sama analiza grafik M.C.Eschera (wydano o jego pracach wiele książek łącznie z albumami, z których jeden został opracowany przez wydawnictwo TASCHEN, oficjalna strona Fundacji Eschera: http://www.mcescher.com/) pochłania olbrzymią porcję czasu, a tu jeszcze na dodatek ostatnie piętro muzeum mieści małe edukatorium, dla wszystkich którzy chcą się zmierzyć z iluzjami optycznymi.

Z większością prac Eschera trzeba powalczyć, ponieważ specyfika jego grafik to często iluzje i nierealne kształty tudzież konstrukcje, tak więc oprócz zwykłej percepcji za wszelką cenę chce się odtworzyć sposób powstawania dzieł i to co działo się w wyobraźni M.C. w trakcie ich powstawania. Jego prace, poprzez niezgodność z prawami fizyki czy percepcji zawsze były obiektem badań nie tylko dla historyków sztuki, ale także dla matematyków (ze swoimi grafikami gościł na Kongresie Matematyki w Amsterdamie) i psychologów, zwłaszcza w kontekście iluzji optycznych i tzw. figur niemożliwych.

Jest co oglądać - oryginalne drzeworyty, litografie, narzędzia, którymi posługiwał się Escher, korespondencje, artykuły donoszące o jego wystawach, zdjęcia z licznych podroży, z czasów międzywojennych, w których Escher wraz ze swoją żoną mieszkał i tworzył we Włoszech (okres bardziej realistycznych prac), filmy i szereg eksperymentów pokazujących co było dla M.C. źródłem inspiracji.

Ja osobiście najbardziej lubię cykl "Metamorfozy", w których Echer pokazuje w sposób skrajny plastyczność kształtów, bezpośrednie zestawienia odrębnych światów, które jak się okazuje wbrew naturze obiektów mają ze sobą wiele wspólnego, począwszy od geometrycznej formy. Jeden element przechodzi w drugi, rzeczy nie mające prawa współistnienia istnieją blisko.

W edukatorium (jak wiadomo nl muzea muszą być edukacyjne i multimedialne - to jest plus bo świadczy o dostosowaniu do odbiorców ale czasem te proporcje ulegają zachwianiu) na specjalnych ekranach zostały umieszczone przestrzenne grafiki Eschera, za pomocą małej dźwigni można przysłaniać różne części tej pracy co pokazuje etapy jej powstawania.
Skąd to wszystko brało się w jego głowie? Jak sam Escher podobno powiedział: "I don't grow up. In me is the small child of my early days", ale czy to tylko dziecięca wyobraźnia:)
Oprócz ekranów zabawa z lustrami, kontekstem wizualnym, liniami, krzywym pokojem Amesa (który zresztą był wykorzystywany jako technika filmowa, tak aby poradzić sobie z różnicą wielkości bohaterów, np. w 1971 roku w filmie Mela Suarta na podstawie powieści Ronalda Dahla "Charlie i Fabryka Czekolady", a także w filmie "Władca Pierścieni", gdzie pokój Amesa w kilku wersjach pomógł uzyskać efekt różnicy wzrostu między hobbitami i Gandalfem).

Akcent audiowizualny w edukatorium Eschera to oczywiście słynny fragment z filmu fantasy "Labirynt" z 1986r z Jennifer Connely i Davidem Bowie jako Królem Goblinów:), w którym zamek króla a raczej jego konstrukcja została zainspirowana grafikami Eschera: "Dom schodów" czy "Współzależność".

dla wszystkich mp4-lubnych fragment poniżej, a przy okazji nieco sentymentu kina lat 80tych:)
słynna białostocka osobowość filmu byłaby dumna - wszystkie drogi prowadzą do kina...


piątek, 3 października 2008

Wioska medialna - wersja holenderska





Kilka dni zajęło mi dojście do siebie po wycieczce do Media Park w Hilversum, w którym znajduje się Beeld en Geluid - edukatorium medialne oraz archiwa materiałów audiowizualnych (raptem cztery piętra poniżej parteru). Ostatni dzień września i taka niespodzianka, zobaczyłam dokładnie to co wioską medialną można zdefiniować - aczkolwiek termin "wioska" absolutnie nie pasuje do tego kolorowego monstrum. Wyszłam przed 21, byłam ostatnim zwiedzającym, z grymasem na twarzy charakterystycznym dla dziecka, którego na siłę zabiera się z placu zabaw.

Dałabym sobie dredy uciąć, że nie ma osoby, która w tym miejscu mogłaby się nudzić.
Edukatorium jest podzielone na kilka poziomów:
4 piętra poniżej parteru to archiwa,
natomiast powyżej: Zoom Safari (pierwszy poziom, na którym najmłodsze dzieci m.in. zapoznają się ze sposobem kręcenia filmów przyrodniczych, oglądają sprzęt używany do tego celu, mogą sami zmontować krótki film przyrodniczy (np. pościg zwierząt), mogą pobawić się w lektora filmu przyrodniczego ("jadąc" jeepem na tle filmu i opowiadając o napotykanych zwierzętach),
Experience, Theater 1 en 2, Studio BENG (pracownia multimedialno - komputerowa, w której grupy poznają sekrety i kłamstwa filmowej produkcji).
Jednak gwóźdź programu i główne pole do działań to platforma Experience - z jednej strony ekspozycje sprzętu, kamer, paneli telewizyjnych i radiowych, eksponatów ze słynnych filmów, bajek, strojów znanych postaci filmowych, storyboardów, modeli do animacji, z drugiej strony kącik "Be like a star" - możliwość zapoznania się z archiwalnymi materiałami holenderskich seriali, quizów, talk showów (swoją drogą kupa śmiechu) - a potem zrobienia sobie zdjęcia z wirtualnymi prowadzącymi, odegrania roli w dialogu w słynnym serialu, można także poczuć się jak gwiazda wchodząc do studia przy intensywnych oklaskach publiczności i chmurze wyprodukowanego dymu.
Mnie rzecz jasna najbardziej zafascynował sektor filmowy, zaczyna się niewinnie - mały korytarzyk, a tam stół do robienia animacji, stół do montażu, pokoik z przedmiotami do wytwarzania różnych dźwięków w filmie, dodawanie dźwięku do obrazu, wirtualna podroż rowerem! w przestworzach, makieta pokoju, w którym steruje się kamerami i światłem, do tego studio telewizyjne zaaranżowane w wystroju na jakiś popularny nl serial - dzieci bawią się kamerami, sterują głosem lub na chwile stają się prezenterami telewizyjnymi i czytają wiadomości,
oczywiście jest także radio i możliwość pobawienia się radiowym stołem realizacyjnym,
osobny obszar poświęcony reklamie społecznej, polityce i manipulacji w mediach,

Przy wejściu na teren Beeld en Geluid dostajesz pierścień z chipem, który skanujesz przy większości ekspozycji i aktywności - masz wirtualnego przewodnika (moim był Rembrandt:), który oprowadza cię po poszczególnych sektorach,
z kolei jeśli wykonujesz jakąś pracę - montujesz film, modyfikujesz fotografie, twoje dzieła są nagrywane i na końcu zwiedzania możesz sobie je oglądnąć na medialounge...

Bardzo istotne jest udostępnienie dla zwiedzających bogatych archiwów pochodzących z holenderskiej telewizji i radia - bajek, filmów, seriali,
edukatorium łączy w sobie wszystko to co angażując uwagę - niesamowitą ilość materiałów audiowizualnych, wystawy, praktykę realizacyjną i kącik gwiazdy filmowej - to co dzieci lubią najbardziej,
instytucja ta prowadzi oczywiście działalność edukacyjną - oprócz wycieczek po Beel en Geluid, udostępnia archiwalne materiały on-line np do pracy w szkole na lekcjach, w ten sam sposób uczniowie mogą korzystać ze studia BENG
więcej nie trzeba opisywać, pozostaje zobaczyć,
marzy mi się coś takiego w Polsce - oczywiście skala zjawiska jest ogromna, sam projekt podobno był ostro krytykowany w Holandii z uwagi na koszty (źródło informacji: Pak), ale jakie obrazy pozostają w głowach po takiej wycieczce...