środa, 10 grudnia 2008

A century of educational movies



Kiedyś na zajęciach edukacyjnych z użyciem filmu, które prowadziłam (warsztaty o tematyce proekologicznej) 10-letni chłopiec po jego obejrzeniu stwierdził, że film był wizualnie niewiarygodny (on wytknął konkretne błędy a ja to podsumowałam) i, że generalnie to trudno zrobić dobry film edukacyjny i zazwyczaj się to nie udaje.
Coś w tym jest. Ja ze szkoły zapamiętałam tylko lekką uczniowską kpinę z filmów edukacyjnych (zwłaszcza tych dotyczących profilaktyki związanej z używkami - jakby zupełnie z innej epoki), ale może to wyjątek.
Temat filmów edukacyjnych wraca apropos festiwalu Een eeuw onderwijsfilm, który aktualnie w National Education Museum w Rotterdamie. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o holenderską telewizję czy (w mniejszym stopniu) kino kicz ściele się gęsto. Jednak do filmów edukacyjnych w Holandii podchodzi się z fantastycznym wyczuciem. Być może to kontynuacja generalnej polityki dbania o rozwój dzieci.
Może ktoś zapamiętał dobry film edukacyjny ze szkoły i zechce się wspomnieniem podzielić?
Pytanie co musi zawierać film, żeby wciągnął dzieci. Siła nie leży w efektach specjalnych, a raczej w rytmie filmu i doskonałym wyważeniu długości ujęć pomiędzy kolejnymi atrakcjami i w wiarygodności wizualnej - młodsi widzą więcej i ostrzej.
Pozostaje jeszcze kwestia, czy warto konstruować filmy edukacyjne, czy nie lepiej wykorzystywać filmy fabularne, które w odbiorze dzieci czy młodzieży są bardziej naturalne (nad tym właśnie zastanawiano się kiedy "Requiem dla snu" miał wejść do szkół..ostatecznie nie wyszło)...

Brak komentarzy: